Friday, 12 March 2010

Jak można płynąć. Jak zbudować w sobie symfonię.

Zasypia przy dżwiękach harmonijki. Takiej jaką miał Włóczykij. Tylko, że nie ma z niego nic, prócz muzyki.
W piątki jest muzyka. Cicha, doprowadzająca do obłędu, z reguły ciężkostrawna. Wypływa ze wszystkiego wokół, pełno jej w zakamarkach klawiszy kalkulatora, wytrąca się z herbaty, wygrzebuję ją spod paznokci. Muzyka sadza mnie z powrotem, kiedy z niejasnych przyczyn moje ciało podrywa się z krzesła. Muzyka poprawia uwierające okulary, do których nie mogę przywyknąć. Spływa po sierści kota...
W piątki są dziwne kształty przed oczami, kiedy tylko opuszczam powieki. Jest mrowienie w zmarzniętych dłoniach i w rozpuszczającym się mózgu. Są puchowe poduszki, na których się leży i mruczące poduszki, które leżą na człowieku.
Jest wspomnienie ostatniej kawy i myśl o najbliższym kieliszku szampana. Są skrzypce nagle przeszywające lewe płuco, jak strzała. Jest coś, co kwitnie zaraz obok niewidocznej po nich rany...




Z uśmiechem na myśl o Agu.