Sunday, 3 January 2010

A jak angina, arogancja i Turowska

Zbawienie nadchodzi.
I nadeszło i przeszło i może nawet pomogło...

Aparat fotograficzny w roli stracha nie na standardowe wróble, a na bakterie anginy, poczuł się wyjątkowo komfortowo. Tym samym rozpanoszył się w zainfekowanym pokoju do tego stopnia, że ośmielił się grzebać w prywatnych notatkach A.T., bezprawnie dokumentować księgozbiór tejże, a nawet napastować innych domowników.
Jako jednak pierwszorzędnemu ratownikowi medycznemu nikt
nie odważył się zwrócić uwagi. Ba! Łotr wypił nawet przeraźliwą masę herbaty, najadł się za czworo ciastek lukrecjowych (mimo iż ponoć gardzi lukrecją!) i wyłudził niemałą kolację.

A biedna chora, doszczętnie zakażona i pozbawiona tym samym możliwości racjonalnej oceny sytuacji, tak dobrze się bawiła...


No comments:

Post a Comment